Jewish Nazi and Soviet Collaborators

Ustawa 447 – triumf rasizmu

https://marucha.wordpress.com/2019/06/08/ustawa-447-triumf-rasizmu-2/#comments

 

***

Dictum said

(A ja maniakalnie cytuję ks. dr St. Trzeciaka (1936), bo jego książka wyjaśnia wydarzenia współczesne – obrady w sejmie, zdejmowanie cichcem z wokandy projektów ustaw, czy np. przysięganie, „że nawet guzika…” itp. Faktycznie guzika nie oddamy, bo parchy nie chcą guzików).

XIV. I KONGRES SYJONISTYCZNY w BAZYLEI – 1897 r.
w OŚWIETLENIU XVIII KONGRESU w PRADZE – 1933 r.

Toteż z cała pewnością siebie strona żydowska postawiła tam pytanie dla ekspertów: „Czy nie można wnioskować z Protokołów pierwszego kongresu syjonistycznego, jak i z zeznań żyjących jeszcze dziś uczestników tego kongresu, że wszystkie jego narody toczyły się w pełnym świetle jawności? Czy istnieje jakakolwiek poszlaka, przemawiająca zatem, że w ciągu trzech dni obrad kongresu w Bazylei odbyły się jeszcze jakie bądź posiedzenia tajne?” Na to odpowiada ekspert z ramienia oskarżenia (związek gmin żydowskich w Szwajcarii i gminy żydowskiej w Bernie), profesor dr A. Baumgarten:

„Nie ma najmniejszego oparcia hipoteza, jakoby delegaci na kongres czy też odłam ich odbywali jakiekolwiek zgromadzenia poza publicznymi posiedzeniami”.

Nie wiedział widocznie prof. Baumgarten albo nie chciał wiedzieć, że na syjonistycznych kongresach oprócz jawnych prac były również ściśle poufne i tajne posiedzenia. Tak np. na kongresie w Pradze 1933 roku „prezydent Mockin grozi, iż postawi pod sąd partyjny każdego, kto zdradzi tajemnice A.C.”, Komitetu Wykonawczego.

„Mówi się tylko półsłówkami, bo wszystko, co się dzieje na A.C., jest rzekomo tajemnicą”.
„Komisja polityczna radzi nad ważnymi kwestiami, z których na czoło wybija się sprawa żydów niemieckich, a w szczególności sprawa znanego układu z rządem niemieckim. O sprawie tej jako poufnej nie można szerzej pisać”.

Tajemniczość spraw politycznych posunięto do tego stopnia, że według oświadczenia Mockina, przewodniczącego kongresu, wyznaczona specjalna „Komisja sześciu” nawet „Komitetowi Wykonawczemu”, nie przedłożyła tych materiałów, tym mniej zatem można je przedłożyć kongresowi”. Jest tu dalej mowa o pracy spokojnej rzeczowej „w salach poufnych obrad komisji”.

„Komisja polityczna przygotowała szereg instrukcji dla przyszłej egzekutywy, instrukcje te noszą charakter poufny i nie są publikowane. Przed plenum przyszły tylko rezolucje demonstracyjne”.

Mamy tu zatem różne stopnie wtajemniczonych. Ma swoje tajemnice Komitet Wykonawczy, ale jemu nie powierza swoich tajemnic „Komisja sześciu”, która ponad nim stoi. – A więc zwykli delegaci kongresu, nienależący do wtajemniczonych, nie mieli właściwie pojęcia, co się wokoło nich działo. Dla nich i na zewnątrz podawano tylko rezolucje dla demonstracji, dla oka tylko. Trafnie określa ich położenie korespondent „Chwili” –

„Tu i ówdzie grupki delegatów smętnie rozmawiają o kongresie. Dlaczego odroczono wczoraj w nocy, a raczej o 3.30 nad ranem plenum na dziś wieczór? Dlaczego nie toczy się dalej dyskusja generalna? Prezydium kongresu bezustannie obraduje. Nadchodzi sekretarz generalny kongresu i oznajmia, iż plenum odroczono do jutra. Niezadowolenie rośnie. Bomba. Widocznie coś się dzieje za kulisami, co zmuszą prezydium do zatamowania obrad kongresu. Starsi bywalcy kongresów uspokajają. To jest normalny bieg kongresu!”.

A zatem według zapewnień „starszych bywalców na kongresach” syjonistycznych należy do „normalnego biegu kongresu”, iż „wtajemniczony zarząd pracuje bezustannie”, jego prace spełniają właściwy cel kongresu, są najzupełniej poufne, i zakonspirowane, dla ogółu zaś delegatów, obradujących na posiedzeniach plenarnych, podaje się „tylko demonstracyjnie wnioski”. Tę podwójną grę, jaką się spotyka we wszystkich dziedzinach życia żydowskiego, przedstawia poglądowo w swych listach kongresowych dr I. Schwarzbart w żydowskim dzienniku „Chwila”. We wszystkich pismach tak polskich, jak i żydowskich rozbrzmiewały echa krzykliwych walk i zaciętych sporów partyjnych na kongresie w Pradze. Otrzymało się wrażenie, że ów parlament, jak go nazywali żydzi, rozleci się niczego nie uchwaliwszy. Dr Schwarzbart, chcąc się dowiedzieć, co obcy o tym parlamencie sądzą, postawił pytanie „wybitnemu dziennikarzowi polskiemu”, jakim okiem patrzy on na ów kongres. „Dziennikarz ten, jak mówi korespondent, obserwował pilnie plenum społeczeństwa syjonistycznego, a orientował się nieźle w odcinkach walki społeczeństwa syjonistycznego. Chłodny ten obserwator, którego funkcja jest nie tylko dziennikarska, odpowiedział mi krótko: kryzys parlamentu”. Dr Schwarzbart przyznał mu wprawdzie rację, ale dla swoich pisząc, mówi dalej: „Niejeden parlament byłby dumny, gdyby miał taki zespół osób, jak nasz Kongres”. To, co było na posiedzeniach plenarnych kongresu, było tylko zręcznie odgrywaną komedią, właściwy kongres odbywał się gdzie indziej.

„Na drugim piętrze gmachu kongresowego – mówi dalej dr Schwarzbart – nasz parlament spokojnie pracuje. Na pierwszym przewalają się namiętności – na plenum kongresu mówcy lepsi gorsi, gorętsi, chłodniejsi ścierają się ze sobą. Lecą skry polemiki, ale nikt tego wszystkiego nie bierze tragicznie. To jest wentyl temperamentów. A na drugim piętrze w salach 8 komisji – wre praca. Spokojna rzeczowa. Kują się wytyczne pracy. Wszystkie stronnictwa pracują ze sobą. Wszystkie dziedziny życia quasi państwowego są przedmiotem rozważań. Oczywiście, że i tam odbywa się gra polityczna. Gdybym mógł zaprowadzić naszego kolegę dziennikarza, o którym wspomniałem na wstępie, do sal poufnych obrad komisji naszych, zmieniliby może zdanie. Choć w części”.

A zatem obcy obserwator, „którego funkcja była nie tylko dziennikarska”, znajdował się na żydowskim kongresie jak na chińskim kazaniu. Jego zaś relacje do władz, które go wysłały, dalekimi były od rzeczywistości, ale na tym właśnie zależało władzom żydowskiego kongresu. Na zewnątrz wśród obcych chaos i zacięte walki, wewnątrz zaś wśród swoich na tajnych zebraniach, „wre praca, spokojna, rzeczowa, wszystkie stronnictwa pracują ze sobą”. Słusznie zatem mówi naczelny rabin Sztokholmu dr Markus Ehrenpreis:

„Kongresy nie dają praktycznych wyników, spełniają rolę demonstracyjną. A nam chodzi o możliwie konstruktywne i najbardziej celowe prace”.

Jedno i drugie spełniają kongresy. Przekonujemy się o tym, jeśli się im tylko bliżej przyglądniemy i zrozumiemy ducha działalności żydostwa. „Demonstracyjną rolę spełniają” dla „smętnych” delegatów i „dla zbaraniałych gojów”, którzy patrzą, a nie widzą. „Konstruktywną zaś i najbardziej celową pracę”, spełniają na poufnych komisjach, w subkomisjach i subsubkomisjach a na koniec w gabinecie „fuhrerów”, jak to zaznacza żydowski tygodnik „Opinia” i dodaje, że „zamiast kongresu decydują jednostki”. Podkreślając dalej całą komedię owej dwulicowości kongresów syjonistycznych, opartą na przestarzałej tradycji o „przeżytej” formie, mówi o 19 kongresie w Lucernie 1935 r., że „tych samych kilku ludzi w ciągu trzech tygodni załatwiło to, co tańszym kosztem i bez dekoracji zrobiliby w ciągu 24 godzin między sobą”. Tak samo, a prawie dosłownie charakteryzuje inne pismo przebieg rozpraw kongresu w Pradze.

„Dwa pełne tygodnie straciło się na jałową dyskusję i spory o formułkę w nieszczęsnej sprawie rewizjonistycznej, a na właściwe obrady nad wnioskami komisji pozostawia się kongresowi zaledwie kilkanaście godzin. Taka już jest nasza mentalność i takie już są tradycje kongresowe. Mimo to należy stwierdzić, że pomimo obaw przebieg i zakończenie kongresu było normalne, jak zaświadcza przewodniczący komisji politycznej. A zatem w sumie będzie to ciężki, ale dobry kongres”.

Z tej charakterystyki wynika, że kilku jednych i tych samych ludzi, zakonspirowanych przywódców, „fuhrerów”, załatwia właściwie sprawy na poufnych komisjach, a na zewnątrz otacza ich falanga kilkuset delegatów z demonstracyjnymi posiedzeniami obrad plenarnych. Odgrywa się to tylko dla dekoracji, a raczej dla zbałamucenia „gojów” i odwrócenia ich uwagi od właściwej akcji. Wszystko to wskazuje, że prowadziło się tu podwójną grę nie tylko wobec obcych, lecz nawet i wobec delegatów, przed którymi ukrywało się w wielkiej tajemnicy sprawy właściwie zasadnicze, nad którymi obradowało tylko prezydium kongresu, nie dopuszczając do wtajemniczenia często nawet Komitetu Wykonawczego. Dla ogółu zaś podawano tylko „demonstracyjne wnioski”. W ten sposób postępowano i na poprzednich kongresach, jak zapewniali w Pradze „starsi bywalcy kongresów”, bo „takie już są tradycje kongresowe”. Wobec tego możemy wnioskować, że i w Bazylei w r. 1897 tego rodzaju przebieg obrad był „normalnym biegiem kongresu”, że i tam również „narady toczyły się w pełnym świetle jasności”, ale tylko nad wnioskami „demonstracyjnymi”, a obok nich przygotowano instrukcje o charakterze poufnym, konspiracyjnym, na tajnych zebraniach. O takich zaś tajnych zebraniach możemy nie tylko wnioskować na podstawie powyższych zestawień, ale wiemy to wprost z pamiętników Herzla, który, mówiąc jeszcze 10 marca 1897 roku o przygotowaniach do kongresu, dodaje, że „kongres będzie publiczny i potajemny”. Wprawdzie jest tu mowa o zamiarze zwołania kongresu do Zurichu lub Monachium, ale ponieważ gmina monachijska zaprotestowała przeciw kongresowi u siebie, przeto postanowiono w dniu 17 czerwca 1897 roku – jak mówi dalej Herzl w swych pamiętnikach – zwołać kongres do Bazylei. Nie ma zatem potrzeby – wobec zarzutów żydowskich, że wszystkie posiedzenia na I kongresie w Bazylei były jawne – uciekać się do odbywającej się równocześnie tamże tajnej konferencji loży Bnei-Brith i z niej wyprowadzać „Protokoły mędrców Syjonu”, bo materiał ich jest tak obmyślany gruntownie i tak wszechstronnie opracowany, że nie mógł on być wynikiem nawet kilkudniowych obrad, ale jako już gotowy referat na poufnym zebraniu odczytany. Główna myśl jego pochodzi z literatury żydowskiej, jeszcze sprzed Chrystusa, a wyraża się w oczekiwaniu takiego mesjasza, który zniszczy wszechświatowe państwo rzymskie, a na gruzach jego założy wszechświatowe królestwo izraelskie. Nad rozwinięciem tej myśli pracowały wieki, z biegiem czasu występuje ona coraz więcej realnie i coraz jaśniej przedstawiona w szczegółach już to w różnych pismach, czy mowach rabinów, aż wreszcie otrzymuje tę formę, w jakiej ją widzimy w „Protokołach mędrców Syjonu”. Nie jednostka, ale wieki całe pracowały nad rozwinięciem planów podanych w owym piśmie. Naturalnie ostateczna forma przedstawienia i opracowania tych planów pochodzi od jednostki przenikniętej duchem talmudycznym i żyjącej w atmosferze zasad „Szulchan aruchu”. Tu są właściwe motory pobudzające do zbrodniczego czynu. Według Talmudu, rabi Hama ben Hanina powiedział: „Syn Dawida nie przyjdzie wpierw, dopóki nie ustanie nawet najmniejsze panowanie nad Izraelem”. A zatem panowanie nad Izraelem potrzeba we wszelki sposób zniszczyć, a wtedy dopiero syn Dawida przyjdzie i zapanuje nad całym światem. To myśl przewodnia „Protokołów mędrców Syjonu”, to program światowej polityki żydowskiej. Jeśli zważymy, że Ahad-Haam, wychowany w talmudycznej atmosferze, był już w 17 roku życia wybitnym znawca Talmudu, a w jego pismach przedstawia się ten sam duch, jaki widzimy w „Protokołach mędrców Syjonu”, to będziemy musieli przyznać, że przypisywane mu autorstwo, naturalnie w ostatecznej formie tego pisma, ma swoje uzasadnienie, jakkolwiek kwestia autorstwa drugorzędne ma tutaj znaczenie. Opracowawszy swój referat czy to sam, czy przy pomocy swoich zwolenników, przedstawił go na tajnym zebrani kongresu bazylejskiego. Mógł ten program przedłożyć i na konferencji loży Bnei-Brith, bo przecież, kto ma ważne plany do przeprowadzenia, ten nie ogranicza się do jednego tylko odczytu w jednym tylko, choćby i poważnym gronie, ale korzysta z każdej sposobności, by jak najwięcej zwolenników zyskiwać i jak najszerzej swój program rozszerzać. Do tego zaś nadawał się jak najwięcej światowy kongres w Bazylei w r. 1897. Już na drugim kongresie bazylejskim w r. 1898, Teodor Hrzl, z patosem wołał:

„Państwa i rządy musicie wiedzieć, że ci żydowscy proletariusze z proletariuszów pod ciśnieniem życia będą musieli burzyć i niszczyć wszystko, co wy wybudujecie”.

Jest to zatem ta sama myśl przewodnia, jaka się przebija w „Protokołach mędrców Syjonu”. Obok tych konspiracyjnych „Protokołów”, odczytanych na obradach poufnych, były i „Protokoły” demonstracyjne, pochodzące z obrad plenarnych. Mógł zatem zupełnie spokojnie naczelny rabin Sztokholmu na procesie w Bernie odczytać stenograficzne sprawozdanie kongresu w Bazylei, wyjęte z biblioteki publicznej na dowód, że ten kongres nie miał „tajemnic” ani nie „spiskował”. Mógł spotkać się – jak mówi dalej – „z szeroko rozwartymi zdumionymi oczyma przewodniczącego sądu. Ten Szwajcar nie miał pojęcia o tych wszystkich sprawach. Pierwszy raz słyszał o tym, co nam się wydaje sprawą codzienną”. Ma zupełną rację naczelny rabin Sztokholmu, kiedy twierdzi, że przewodniczący sądu na procesie w Bernie w sprawie „Protokołów mędrców Syjonu”, nie miał pojęcia o tych wszystkich sprawach, szeroko zatem roztwierał zdumione oczy przy zeznaniach świadków ze strony żydowskiej. Tym więcej jeszcze był zdumiony, kiedy słuchał odczytywanych stenograficznych sprawozdań z pierwszego kongresu w Bazylei, pochodzących z „demonstracyjnych plenarnych posiedzeń”. Nie miał bowiem pojęcia o tym, że oprócz tych „demonstracyjnych posiedzeń”, odbywały się posiedzenia poufne, z tych jednak obrad nie odczytano mu Protokołów, bo natrafiono by i na omawiane właśnie „Protokoły mędrców Syjonu”. Wracając do wywodów prof. Baumgartena, obrońcy ze strony żydowskiej, że „żyjący dziś jeszcze uczestnicy pierwszego kongresu syjonistycznego, do których należy i dr Ehrenpreis zeznają, że wszystkie jego obrady toczyły się „w pełnym świetle jawności”, to ich zeznania można uważać albo jako oparte na dobrej wierze, jeśli należeli do owych „smętnych delegatów”, skazanych na przysłuchiwanie się „tylko demonstracyjnym wnioskom, przechodzącym przed plenum” albo też, jeśli należeli do wtajemniczonych, musieli milczeć z obawy, by ich nie ogłoszono za zdrajców narodu, których „kto zabija spełnia dobry uczynek”.

XV. WARTOŚĆ PRZYSIĘGI ŻYDOWSKIEJ

Gdyby jednak nasuwała się komu wątpliwość, że przecież zeznania te złożone wobec sądu i to pod przysięgą, nie mogą być kłamliwe, muszą zatem polegać na istotnym przekonaniu i muszą odpowiadać rzeczywistości, to wątpliwości te rozwieje Talmud, pouczający, jak „rabi Akiba przysięgał ustami, a w sercu unieważnił przysięgę”. Talmud wychwala za to Akibę:

„Wielki był r. Akiba, gdyż zawstydził swych nauczycieli. W tym samym czasie powiedziano: Niech będzie błogosławiony Adonaj, Bóg Izraela, który odsłonił swą tajemnicę r. Akibie synowi Józefa”.

Na tej to podstawie orzeka „kodeks religijno-prawny” Szulchan aruch, że: „jeśli żyd okradł nieżyda, a ten go zmusza do przysięgi w obecności innych żydów, że go nie okradł, a inni żydzi wiedza, że on przysięga fałszywie, to muszą go zmusić , aby się pojednał z nieżydem i nie przysięgał fałszywie, nawet gdyby był zmuszony do przysięgi, bo przez fałszywą przysięgę imię Boże byłoby znieważone, gdzie jednak nie ma tego wypadku i on musi przysięgać, ponieważ inaczej grozi mu niebezpieczeństwo życia, to może on przysięgę w sercu wytłumaczyć jako nieważną”. Można się również zwolnić od złożonego ślubu czy przysięgi u rabina albo u trzech pospolitych mężczyzn.

„Jeśli kto złożył ślub i żal mu tego, to może się z tego zwolnić, choćby nawet przysięgał na Boga Izraela. On idzie mianowicie do wypróbowanego uczonego, jeśli takiego nie ma, to idzie do trzech mężczyzn, idiotów, którzy jednak muszą przynajmniej rozumieć, czego ich uczono i którzy muszą podać mu pretekst, dlaczego on żałuje ślubu; oni go zwalniają od niego, mówiąc trzy razy do niego: »mutter lach« jest ci teraz dozwolone. Ponieważ teraz nie ma wypróbowanych uczonych, to się musi zawsze zwalniać od ślubu przez trzech mężczyzn”.
„Można kogoś zwolnić z kilku ślubów naraz, które uczynił, przez powyższą formułę, także można zwolnić więcej mężczyzn naraz, którzy uczynili ślub i wtedy używa się formy: jest wam dozwolone”
„Zwalnia się od ślubów i przysięgi, choćby przysięgający przysięgał także na imię Boże; to się dzieje jednak tylko wtedy, gdy wielka potrzeba do tego skłania. Nie można nikogo od ślubu zwolnić, jeśliby mu przez to choćby drobny zakaz był dozwolon przestąpić”.
„Nikt nie może inaczej być zwolnionym od swojego ślubu albo przysięgi jak przez wypróbowanego uczonego albo przez trzech idiotów – pospolitych mężczyzn”.

Mimo tylu wybiegów i możliwości zwalniania się od złożonej przysięgi czy religijnych zobowiązań ma żyd jeszcze asekurację od tych zobowiązań, ogłaszając je z góry wszystkie jako nieważne na cały rok następny w „jom kippur”, tj. w dzień sądny. Anulowanie wszystkich ślubów czy przysięgi, a raczej rozgrzeszenie całej gminy od krzywoprzysięstwa awansem na cały rok następny odbywa się uroczyście i oficjalnie według przepisów Szulchan aruchu w następujący sposób:

„Skoro się zebrała cała gmina w synagodze wieczorem przed jom kippur (około godziny 5-tej), wtedy mówi najprzedniejszy uczony, który się znajduje w synagodze, z dwoma jeszcze innymi uczonymi przy boku, stając przed świętą skrzynią, gdzie stawa kantor na krótko przed nastąpieniem nocy, mówi następujące słowa: Za zezwoleniem najwyższego (boskiego) sądu i za zezwoleniem najniższego sądu pozwalamy, aby modlitwa rozpoczynała się z tymi, którzy rozkazy i zakazy przekroczyli”.
I natychmiast zaczyna kantor modlitwę: „Wszystkie śluby i zobowiązania i klątwy i zaprzysiężenia Cherem i umartwienia i ślubowania pod każdym imieniem, także wszystkie przysięgi, które my od tego dnia pojednania, począwszy aż do przyszłego dnia pojednania, który oby nam szczęśliwie przyszedł, będziemy ślubować, przysięgać, przyrzekać i siebie zobowiązywać, że nie wszystkie żałujemy (już teraz) i one powinny być rozwiązane, odpuszczone, zniesione i unicestwione i skasowane i nieważne i nieistniejące. Nasze śluby nie powinny być żadnymi ślubami, nasze przysięgi nie powinny być żadnymi przysięgami”.
Trzy razy kantor śpiewa kol nidre i za każdym razem podnosi głos”.

To oświetlenie odchyla nam nie tylko rąbek duszy żydowskiej w jej stosunku do Boga, ale dalej nam również możność poznania, jaka jest wartość przysięgi żyda, czy jego uroczystego zapewnienia o prawdziwości jego zeznań w stosunku do ludzi (nieżydów). Każdy prawnik, a szczególnie sędzia, musi znać te wybiegi żydowskie, podane przez Talmud i zebrane w kodeksie religijnym, jakim jest Szulechan aruch, które dają możność żydowi wywinięcia się z każdej sytuacji za pomocą fałszywej przysięgi. Wracając zatem po tym koniecznym oświetleniu do przytoczonych słów obrońcy prof. Baumgartena, jasno widzimy, iż „z zeznań, żyjących jeszcze dziś uczestników pierwszego kongresu syjonistycznego, że wszystkie jego rady toczyły się w pełnym świetle jawności, można tylko wnioskować”, jak wspomniałem, że albo należeli oni do niewtajemniczonych albo o ile byliby wtajemniczonymi i zeznaliby cokolwiek przeciw interesom żydostwa, to uznano by ich jako zdrajców i wtedy podzieliliby los Arłossoroffa, czyli „każdy kto ich zabił, spełniłby dobry uczynek”. Z tej strony zatem mogli być pewni zupełnej solidarności, że żaden żyd nie ośmieli się niczego wypowiedzieć przeciw interesom żydostwa. Rzadko tylko zdarzają się pod tym względem istotne bohaterskie wyjątki. Ze strony zaś moralnej przepisy religijno-prawne Szulchan aruchu dawały świadkom możność potwierdzenia wszelkich zeznań przysięgą, którą za przykładem rabi Akiby mogli zaraz unieważnić w sercu swoim. Oficjalnie zaś Protokoły pierwszego kongresu syjonistycznego można zestawiać z tymi Protokołami osiemnastego kongresu w Pradze, które „przed plenum przeszły tylko (jako) demonstracyjne wnioski”. O tajnych posiedzeniach na pierwszym kongresie pisze Artur Trebitsch, który jako żyd przyjął chrześcijanizm i w swojej pracy „Deutscher Geist oder Judentum” 1921. (s. 354) mówi o „Protokołach mędrców Syjonu”:

„Publiczne posiedzenia były dla wszystkich dostępne. Żaden jednak ze sprawozdawców europejskich i pozaeuropejskich potęg, którzy swoje sprawozdania rozsyłali po całym świecie, nie przypuszczał, że oprócz tego były jeszcze potajemne posiedzenia. Kiedy jednak po ukończeniu tych najwięcej tajemnych posiedzeń, wysłano posła z tymi sprawozdaniami z posiedzeń, do wielkiej loży we Frankfurcie n. Menem, wtedy udało się rządowi rosyjskiemu, dzięki wielkim sumom na przekupstwa, wykorzystać czas, którego ów poseł użył na nocleg, aby przy pomocy mnóstwa przygotowanych pisarzy, pracujących mrówczo przez cała noc, wymienione dokumenty w odpisach ustalić. Tak dostało się to nadzwyczaj ważne potajemne pismo w ręce rządu rosyjskiego. Losy tego pisma, które wkrótce ukazało się w druku, były rozmaite. Dzięki sumom »Alliance israelite« z jego przybocznymi instytucjami, udawało się ustawicznie dokonać tego, że już to jedno, już to inne wydanie znikało. Toteż publiczność dowiadywała się o tym piśmie tyle, co nic, a także najwięcej natarczywe ostrzeżenia niektórych polityków pozostały bez skutku. Pismo znikło, póki się nieudało żydowskiej wywrotowej robocie, jako jedno z pierwszych, zniszczyć państwo carów. Już w początkach wojny przynieśli dwaj Rosjanie konserwatywnych poglądów rosyjskie tłumaczenie do Niemiec. Dopiero jednak w r. 1919 wydano te dokumenty w języku niemieckim, pt. »Tajemnice mędrców Syjonu«”.

https://marucha.wordpress.com/2019/06/08/ustawa-447-triumf-rasizmu-2/#comments

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s